Piątego kwietnia 2019 Babcia świętowała 90/91. urodziny. Były zupełnie inne niż wszystkie, które dotąd obchodziła. Dlaczego?
Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jeśli sprawa jest nie do załatwienia – Krawiecka znajdzie rozwiązanie. Dobra znajoma powiedziała mi ostatnio, że jestem kobietą od spraw niemożliwych.
Z urodzinami Babci było tak: rozmawiałam przez telefon z moją
mamą, gdy nagle zapytałam ją:
– Mamo, ile właściwie twoja mama ma lat?
– Tak naprawdę dziewięćdziesiąt jeden, ale zgodnie z dowodem dziewięćdziesiąt. W tamtych czasach obniżało się dzieciom wiek w dowodzie.
Zdziwiłam się. Rodzicielka wyjaśniła więc:
– W dowodzie obniżyli jej wiek, żeby dostawała lżejsze roboty w obozach pracy.
– Mhm… – mruknęłam ze zrozumieniem. – A kiedy Babcia ma urodziny?
– A wiesz, że za kilka tygodni?
– Mamo, mam pomysł! – rzuciłam tajemniczo i się rozłączyłam.

Bez zastanowienia usiadłam przed komputerem i na blogu
napisałam post:
„Kochani moi, jest sprawa i bardzo na Was liczę – i na moc Internetu. Za 3 tygodnie (a dokładnie piątego kwietnia) Babcia Janka Leszczyńska obchodzi urodziny. 91., chociaż w dowodzie ma 90 (kiedyś obniżano wiek w dowodzie tożsamości, by w obozach pracy dostawało się lżejsze prace – ze względu na niższy wiek). Ale do rzeczy. Chciałabym podarować jej coś unikatowego. Coś, czego wcale się nie spodziewa. Mimo to, że przeżyła niewyobrażalną i nieodwracalną rzeź na Wołyniu – jest bardzo dobrym człowiekiem.
I dlatego, że być może to jej ostatnie urodziny. Chciałabym, żeby dostała tyle kartek z życzeniami, ile nawet sobie nie wyobraża! O co Cię proszę? Wybierz jedną opcję z dwóch (a jeśli masz ochotę, zrób
obie rzeczy): napisz kartkę z życzeniami dla Babci Janki (jej adres to Chwałowice 6, 66-450 Chwałowice, woj. lubuskie) lub/i udostępnij ten post lub oznacz 3 osoby, by zrobiły to samo. (…) Dziękuję Ci
bardzo. Kasia Krawiecka, wnuczka”.

Takiego efektu się nikt nie spodziewał. Listonosz codziennie przynosił koperty z kartkami od Was. W sumie było ich w około dwustu. Jak się okazało, akcja zmobilizowała naszą rodzinę, znajomych i ludzi, których nie znałam, do czegoś wspaniałego.
Skontaktowały się ze mną kuzynki, o których nie słyszałam, nauczycielki ze szkół polonijnych w Anglii, a także z województwa lubuskiego. Każdy chciał dorzucić swoją cegiełkę dla Babci. Pan Tomek Rusek, redaktor Gazety Lubuskiej, też przeczytał moją prośbę na Facebooku. Skontaktował się ze mną i powiedział, że pomoże mi dotrzeć do osób, które nie korzystają z Internetu. Kilka dni po naszej
rozmowie ukazał się wywiad w „Gazecie Lubuskiej”. Odzew był niesamowity! Do redakcji wpłynęło ponad dwieście osiemdziesiąt listów. Każdy znał Babcię i opowiadał o niej.
W tym czasie ciocia Ela (siostra mojej mamy) razem z panią wójt gminy Bogdaniec i rodziną zorganizowały przyjęcie dla Babci. Sala była cudownie udekorowana kwiatami. Był zespół ludowy i wspaniały tort, na którym były zdjęcia z młodości Babci. Zamówiono także mszę w Jej intencji.
Babcia dostała ponad dwieście pięćdziesiąt kartek. Jedna Pani przysłała Babci nasiona kwiatów, które pięknie zdobiły jej ogródek. Niektóre były w napisane w językach, których nie rozumiała,
a niektóre miały wzruszające notki.
Niejeden powie, że „tylko” napisałam kilka zdań w internecie o jakichś tam urodzinach. To rzeczywiście było kilka zdań. Byłam ogromnie wzruszona, że spowodowałam lawinę dobroci i wspaniałych
gestów. Gdy tylko o tym myślę, śmiało mogę powiedzieć, że razem zrobiliśmy coś przewspaniałego. Takich urodzin Babcia jeszcze nie miała. Każdej Babci… Ba! Każdemu z nas życzę urodzin z czerwonym
dywanem.

Jestem pewna, że o życiu babci i dziadka można byłoby napisać wiele. I piękne historie, i te smutniejsze. Gdy skończyła się wojna – zaczęło się życie. Babcia poznała dziadka (o ile pamiętam –
w pociągu, jednak mogę się mylić). Dziadka Kazika pamiętam głównie z opowiadań taty. Mama nie mówiła dużo o swojej rodzinie. Nie mam wystarczającej wiedzy, by opisać tę część historii naszej
rodziny. Nie jestem też pewna, czy Babcia życzyłaby sobie tego (tata wspominał, że nie zawsze im się układało).
Mówienie o Wołyniu jest w naszej rodzinie pewnego rodzaju tabu. Wydaje mi się, że powojenne pokolenie było tak przesiąknięte zalewem okrutnych wspomnień, że tak jak moja mama – rzadko o nich
wspominało. Ponieważ większość rodziny mieszkała w Lubuskiem, a my – w Zachodniopomorskiem – nie miałam styczności z Babcią. Starałam się kontaktować z kuzynami i kuzynami, które miały z babcią bardziej regularny kontakt, by zebrać materiały dodatkowe materiały.

Myślę, że ta książka w przyszłości ma potencjał, aby się rozrosnąć lub zupełnie zmienić swój kształt. Emilka Dzik ze Stargardu jest w bardzo podobnym wieku co Babcia Janka i z niesamowitą dokładnością potrafiłaby uzupełnić luki informacjami z przeszłości, których już niedługo nie będzie. Nieśmiało marzę o tym, by dopisać rozdział z anegdotami o Babci. Sześcioro jej dzieci pamięta dziesiątki szczegółów z ich wspólnego życia. Wnuki i prawnuki, które wychowywały się przy niej, pamiętają ją w zupełnie inny sposób niż moje siostry i ja.

Pamiętam piosenkę, którą śpiewała nasza seniorka. Jeśli pamiętam
dobrze, szło to tak:
„Chodźcie jeść, Zbawca woła: chodźcie jeść.
Możesz zjeść u Jego stołu, ile chcesz.
On tysiące nakarmił, wino z wody uczynił.
Teraz woła wszystkich głodnych:
Chodźcie jeść!”.

Pamiętam też, że zakwaszała czerwony barszcz wiśniami. Gdy byłam mała (Babcia mieszkała wtedy przy ulicy Błotnej 30), bardzo mnie to bawiło. Dzisiaj rozumiem, że korzystała z mądrości natury,
której teraz bardzo potrzebujemy…
No i pampuchy. Wszyscy je pamiętamy! Bułeczki, które robi się podobnie jak kopytka. Na samą myśl o sosie, w którym się je macza, cieknie ślinka. Podpowiem tylko, że na pół litra śmietany dodaje
się co najmniej pół główki czosnku i tajemniczy składnik… Boczek, który kroimy w kostkę, smażymy i gdy przestygnie – dodajemy do śmietany. Pamiętam, że Babcia nie maczała bułeczek w sosie, ale je nim polewała, by namiękły i przeszły jego niezwykłym aromatem. Zapach pampuszków jest czymś niezapomnianym. Jest jedna wada tej potrawy, którą można zamienić w zaletę. Intensywny zapach
czosnku zostanie z Tobą przez kilka dni, więc najlepiej jest jeść pampuchy w piątek, tak jak robiła to nasza mama. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy jedziesz daleko i chcesz mieć wolne miejsce koło siebie;
wtedy zjedz pampuchy dzień wcześniej.

Jeśli zaciekawił Cię ten rozdział, chcesz poznać całą treść książki – historie Babci
w tym dniu możesz zakupić książkę z rabatem.
SPRAWDŹ