To wszystko się działo przed wojna. Sklepy były pełne wszystkiego. Na Kątach był sklep (…). Były piękne materiały na sukienki, szale, chusty, skóry na buty, podeszwy rożnego rodzaju. Ten sklep trzymał Ukrainiec. Drugi sklep spożywczy był żydowski. Zawsze taki Żyd jeździł końmi. Woził garnki, talerzy, szklanki, kosmetyki, dawał za butelki. Jakaś wełna, co się nie nadawała do przędzenia, czy jakaś tam przędza na worki. Wszystkie kąty powyczyszczany z takich różnych, niepotrzebnych rzeczy; za to się dostało, co było potrzebne w domu. Za Polskę, jakby tak dłużej była, wieś Marynki miała być przeniesiona, na dobre ziemie, gdzieś to miało być za Dubnem. Tam już budowali nowe gospodarstwa. Ludzie podobno nie chcieliby z  Marynek wychodzić. Zaczynali się sądzić, bo coś się im nie podobało. Słyszałam, że za małe gospodarstwa dawali. Ludzie chcieli po tyle ziemi, ile mieli tu i był o to spór. To wszystko słyszałam od starszych ludzi. Mieli ludzie lasy. Każdy, kto miał prywatny las, mógł sobie wycinać i  sadzić, co chciał, i  budować, co chciał. Do państwa należały wielkie bory i lasy. W państwowym lesie nie wolno było nic wycinać bez pozwolenia. Pozwolono było wycinać suche drzewo po nadzorem gajowego. Jagody można było zbierać, ale trzeba było wykupić kwit. Kwit nie był drogi i kto jego nie miał, temu gajowy mogli zabrać zebrane wcześniej owoce. Starali się ludzie mieć ten kwit, jak wchodzili do lasu państwowego. Jeżeli państwo zakładało firmy, na przykład tartak lub jakąś inną firmę, to ludzie bardzo dobrze zarabiali – ludzie sami o tym mówili, że na państwowej pracy ludzie bardzo dobrze zarabiają. Ojciec sam pracował, matka wychowywała dzieci, prowadziła dom. Żyli w dostatku. Ceny były unormowane na wszystko. Było życie naprawdę piękne, nawet ja to pamiętam. Młodzież zarabiała na sadzeniu lasów, na tartakach – dużo było pracy. Na roli, przy OPOWIEŚĆ (NIE TYLKO) O WOŁYNIU 41 żniwach, przy wykopkach – przy każdej pracy w  gospodarstwie. Wszyscy żyli dobrze, ubierali się pięknie. Nauczycielka nam oznajmiła, iż Marszalek Piłsudski nie żyje i że trzeba założyć czarną wstążkę na rękaw i nosić przez dwa tygodnie, ponieważ jest żałoba. Wtenczas ludzie szemrali, że będzie wojna. Po pogrzebie Marszałka (zaczął urzędować) nowy. Wszystko się uspokoiło, już wszystko było w  normie. To jednak nie potrwało długo, bo naprawdę raz za raz była wojna. I  to straszna, (która) ciągnęła się latami. Dużo ludzi zginęło i do dziś nie wiem, gdzie są ich mogiły. Przed wojną bardzo dużo Żydów miało sklepy i różne fabryki z materiałami. (…) Większość mieszkała w miastach, na wioskach było ich mało. Ale z nimi żyło się dobrze. U nas na wsi był Żyd felczerem. Był to bardzo dobry człowiek. Nawet w nocy przyszedł pomóc, gdy ktoś zachorował i nigdy żadnej zapłaty nie chciał. Miał też gospodarstwo swoje. Od starszych ludzi słyszałam, że gdyby na Polskę nie było napadu, to Polska bardzo dobrze by miała, bo był dobry gospodarz. Z ziem słabych miał wszystkich ludzi wysiedlać, nadawać nowe gospodarstwa, budowały się już nowe gospodarstwa, ale gospodarze chcieli zostać na Marynkach. Cala dolinę zająć sobie, a na górach niech sadzą las – sądzili się o to.

Napad na Polskę

Ludzie żyli sobie spokojnie, pracowali. Było po żniwach (i oni) szykowali się do wykopków, a dzieci do szkoły. Jest rok 1939. 1 września. W tę noc zabierają mężczyzn na wojnę – (wszędzie) płacz i smutek. Siostra przyszła do domu z płaczem, szwagra zabrali na wojnę. Na drugi dzień druga siostra przychodzi z płaczem, drugiego szwagra zabrali. Siostra została z trojgiem małych dzieci. Na trzeci dzień ludzie z Warszawy przybyli. Uciekinierzy (to byli mężczyźni) płakali, że ich kamienica zbombardowana…